Czym właściwie jest dojrzałość chrześcijańska? Czy wystarczy przyjąć sakrament bierzmowania, zrobić pamiątkowe zdjęcie, schować świadectwo do szuflady i… właściwie na tym zakończyć swoją przygodę z Duchem Świętym? Otóż nie. I właśnie o tym mówił o. Grzegorz podczas trzeciego dnia naszych Misji Parafialnych.
Na początku homilii postawił zebranych przed dość kuszącą propozycją. Co byśmy zrobili, gdyby każdemu z nas wręczył kartę do bankomatu z dostępem do konta, na którym znajduje się 100 tysięcy euro? Uwierzyliśmy? Niekoniecznie. Większość uznała, że to przecież niemożliwe. Kto rozdawałby obcym ludziom dostęp do tak dużych pieniędzy – i to zupełnie za darmo? Właśnie wtedy okazało się, że był to test naszej wiary.
O. Grzegorz porównał tę sytuację do darów Ducha Świętego. „Kartę” już otrzymaliśmy. Nasze konto w banku, którym jest Niebo, jest znacznie bogatsze niż wspomniane 100 tysięcy euro. Problem w tym, że często nie korzystamy z tego, co zostało nam dane. Dlaczego? Brakuje nam „PIN-u” – wiary i odwagi, by prosić o dary Ducha Świętego i naprawdę z nich korzystać.
Może czasami jest jeszcze inaczej? Może boimy się, że jeśli poprosimy i otrzymamy dar, trzeba będzie coś z nim zrobić? Że Bóg zaprosi nas do działania, zmiany, podjęcia odpowiedzialności?
Jednym z darów, nad którym zatrzymaliśmy się szczególnie, była mądrość.
Tu pojawiło się kolejne niewygodne pytanie: ile razy patrzymy na drugiego człowieka i myślimy albo nawet wypowiadamy słowa: „Ależ on jest głupi…”? Raz w roku? Raz w miesiącu? A może… kilka razy dziennie?
Łatwo przypisać mądrość sobie, jednocześnie odmawiając jej drugiemu człowiekowi. Tymczasem dojrzałość chrześcijańska wymaga również spojrzenia na bliźniego inaczej niż przez pryzmat własnych ocen.
W czasie homilii pojawiła się również postać św. Jana Pawła II.
O. Grzegorz zapytał, czy wiemy, jaką modlitwę młody Karol Wojtyła otrzymał od swojego ojca. Kilka osób szybko przypomniało sobie, że była to modlitwa do Ducha Świętego, której późniejszy papież pozostał wierny przez całe życie.
Karol Wojtyła przecież mógł wybrać zupełnie inną drogę. Pisał wiersze i dramaty, występował na scenie, fascynował się teatrem. Mógł rozwijać właśnie te talenty. Jednak w pewnym momencie odważył się odpowiedzieć na inne wezwanie – wybrał kapłaństwo. Zaufał.
I nie oznaczało to, że przestał być sobą. Wręcz przeciwnie – talenty, które posiadał, mogły później służyć czemuś znacznie większemu. Człowiek sceny stał się człowiekiem, którego słuchały miliony. Pisarz stał się autorem tekstów czytanych na całym świecie. Człowiek otwarty na innych zaniósł Ewangelię do najdalszych zakątków ziemi.
Nie musiał przestać być Karolem Wojtyłą, żeby odpowiedzieć Bogu „tak”. I może właśnie tutaj kryje się jedna z odpowiedzi na pytanie o chrześcijańską dojrzałość.
Dojrzały chrześcijanin nie jest człowiekiem, który jedynie „ma bierzmowanie”. To człowiek, który korzysta z tego, co w tym sakramencie otrzymał. Prosi Ducha Świętego o Jego dary. Pozwala Mu działać. Podejmuje decyzje. Bierze odpowiedzialność. I ma odwagę zaufać nawet wtedy, gdy nie wie jeszcze, dokąd zaprowadzi go droga.
Możemy całe życie nosić „kartę” w portfelu i nigdy jej nie użyć. Dary są. Konto jest otwarte. PIN znamy. Pozostaje pytanie: Czy mamy odwagę z niego skorzystać?
