Drugi dzień naszych Misji Parafialnych skierował naszą uwagę na sakrament chrztu świętego – pierwszy sakrament, przez który zostajemy włączeni do wspólnoty Kościoła i rozpoczynamy drogę ku świętości, czyli ku Niebu.
Podczas Mszy Świętej z nauką misyjną dla dzieci o. Joachim rozpoczął od prostego, ale wcale nieoczywistego pytania:
Czy pamiętasz dzień swojego chrztu?
Odpowiedź większości dzieci była łatwa do przewidzenia: „Nie!”. Jak pamiętać wydarzenie z czasu, kiedy – jak żartował o. Joachim – nie miało się jeszcze zębów, a czasem nawet włosów?
Właśnie to pytanie stało się początkiem rozmowy o tym, dlaczego chrzest otrzymujemy już na początku naszego życia. Chrzest jest darem – nie nagrodą, na którą trzeba sobie zasłużyć. Jest początkiem przyjaźni z Bogiem i drogi, która od pierwszych chwil życia ma prowadzić człowieka ku prawdziwemu Szczęściu, Błogosławieństwu i Świętości.
Pojawiło się więc kolejne pytanie: dlaczego rodzice przynoszą swoje dzieci do kościoła i proszą dla nich o chrzest? O. Joachim zapytał dzieci, czy rodzice kupują im wszystko, czego tylko zapragną. Odpowiedź była zdecydowana: „NIE!” Nie robią tego dlatego, że rodzice chcą zrobić dzieciom na złość. Przeciwnie – robią to z miłości. Wiedzą, że nie zawsze to, czego chcemy, jest tym, czego naprawdę potrzebujemy.
Podobnie jest w naszej relacji z Bogiem. Możemy Go prosić. Możemy opowiadać Mu o swoich pragnieniach, potrzebach i trudnościach, ale odpowiedź nie zawsze przychodzi wtedy i w taki sposób, jakiego oczekujemy. Bóg widzi więcej niż my i wie, czego naprawdę potrzebujemy.
O tym, że Pan Bóg potrafi pisać zaskakujące scenariusze, o. Joachim przekonał się również na własnej skórze.
Opowiedział dzieciom o swojej pracy misyjnej w kraju „króla Juliana”. Otrzymał tam od biskupa zadanie stworzenia i prowadzenia stacji radiowej. Był sprzęt, nadajniki i ludzie, ale gdy coś się psuło, trzeba było samemu zakasać rękawy i naprawić urządzenia, żeby następnego dnia radio znów mogło nadawać.
I wtedy przypomniał sobie, że jako młody chłopak marzył o pracy w radiu.
Pan Bóg poprowadził go najpierw ku kapłaństwu, później na misje, a na końcu jakby powiedział: „Chciałeś pracować w radiu? To teraz będziesz miał własne!”
Ta historia przypomniała nam, dorosłym, że nie wszystko musimy robić sami. Mamy przecież kogoś, o kim tak łatwo zapominamy – Anioła Stróża.
O. Joachim zachęcał, by każdego ranka, a nawet kilka razy w ciągu dnia, „włączać” swojego Anioła Stróża, by nie pozwolić mu „obrastać kurzem”. Czasem wystarczy przecież wrócić do jednej z pierwszych modlitw, których nauczyliśmy się jako dzieci:
„Aniele Boży, Stróżu mój…”
Prosta modlitwa. Kilkadziesiąt sekund, a może stać się codziennym przypomnieniem, że nie idziemy przez życie sami.
Dzieci otrzymały też zadanie misyjne. Każde z nich ma wykonać w domu swojego Anioła Stróża – dowolną techniką, ale samodzielnie. Jak wygląda mój Anioł? Jak go sobie wyobrażam? Gotowe prace dzieci zabiorą na kolejną Mszę Świętą z nauką misyjną.
Na zakończenie przyszedł czas na jeden z najważniejszych momentów tego dnia. Odnowiliśmy przyrzeczenia chrzcielne.
Od paschału zapłonęły pierwsze świece, a później światło było przekazywane kolejnym osobom. Dla wielu były to świece zachowane jeszcze z własnego chrztu, dla innych – przyniesione specjalnie na tę okazję.
Ten prosty znak przypomniał nam, że chrzest nie jest jedynie wydarzeniem zapisanym gdzieś w parafialnej księdze i na metryce. To początek historii, która trwa każdego dnia naszego życia.
Odnowienie przyrzeczeń było więc świadomym ponowieniem naszego „wierzę” oraz wyrzeczeniem się tego wszystkiego, co oddala nas od Boga – także naszych codziennych słabości i lenistwa.
Może więc warto dziś odnaleźć datę własnego chrztu? Nie po to, żeby znać kolejną datę z życiorysu, ale by pamiętać, kiedy rozpoczęła się nasza droga do Nieba.