Myślisz, że miłość to wieczne motyle w brzuchu, nieustanne zauroczenie i patrzenie na drugą osobę przez różowe okulary? Jeśli tak, musimy Cię rozczarować. Prawdziwa miłość to coś znacznie głębszego. To bliskość serc, umiejętność rozmowy nawet wtedy, gdy sytuacja wydaje się po ludzku beznadziejna, i czas poświęcony na poznawanie drugiego człowieka. To wreszcie bezinteresowny dar z siebie, który składamy w ręce drugiej osoby, nie oczekując niczego w zamian.
Właśnie do takiego rozumienia miłości zaprosił nas o. Joachim podczas siódmego dnia Misji Parafialnych. Posłużył się przy tym dwiema historiami, które pokazały, jak ważna jest bliskość drugiego człowieka i zaufanie Bogu.
Gdy mijają motyle w brzuchu…
Misjonarz wspominał czas, gdy mieszkał w jednym z miast i obserwował młodych ludzi spacerujących bulwarami, siedzących na ławkach i spędzających wspólnie czas. Był to okres, w którym modne stały się spodnie z przetarciami i dziurami. O. Joachim żartował, że być może była to zasługa wiosny i zakochanych chłopaków, którzy, kładąc dłonie na kolanach swoich dziewczyn, zbyt intensywnie okazywali im uczucia.
Jednak po pewnym czasie zauważył coś znacznie mniej zabawnego. Niektóre z tych samych par, które wcześniej nie mogły oderwać od siebie wzroku, zaczynały rozmawiać podniesionym głosem. Zamiast czułości pojawiały się kłótnie, krzyki i nerwowe gesty.
Co się zmieniło? Minęło zauroczenie, a młodzi ludzie nie zdążyli naprawdę poznać swoich serc. Skupili się na emocjach i przyjemności wspólnego przebywania, ale zabrakło czasu na rozmowę, wzajemne zrozumienie i budowanie trwałej relacji.
Kiedy serca zaczynają się od siebie oddalać, nawet osoby, które kiedyś były sobie najbliższe, mogą stać się dla siebie obce.
Miłość matki, która nie przestała wierzyć
Druga historia dotyczyła jednego ze współbraci o. Joachima, który od urodzenia zmaga się z porażeniem, przez co nawet zwyczajne chodzenie stanowi dla niego ogromne wyzwanie.
Jego mama jest osobą głęboko wierzącą i regularnie uczestniczyła w pielgrzymkach do Matki Bożej. Zabierała ze sobą dzieci, wózki i najpotrzebniejsze rzeczy, a następnie wyruszała w drogę. Gdy urodził się syn z niepełnosprawnością, nie zrezygnowała z pielgrzymowania. Przez około pięć lat inni pątnicy pomagali jej nieść chłopca, brali go na ręce lub plecy i wspólnie pokonywali kolejne kilometry.
Chłopak dorastał z pragnieniem poświęcenia życia Bogu. Marzył o kapłaństwie, jednak stan zdrowia stanął na przeszkodzie realizacji tego zamierzenia. Nie oznaczało to jednak końca jego drogi powołania. Wstąpił do Zgromadzenia Misjonarzy Świętej Rodziny jako brat zakonny, a dziś pracuje w szkole i realizuje swoje powołanie, służąc Bogu oraz drugiemu człowiekowi.
O. Joachim podkreślił, że za tą historią kryje się również niezwykła wiara matki, która przez lata powierzała swojego syna opiece Maryi. Jak opowiadał, zawarła z Matką Bożą swoistą „umowę”, prosząc o to, aby jej dziecko mogło odnaleźć i wypełnić drogę, do której zostało powołane.
Jej miłość nie polegała na usuwaniu wszystkich trudności, lecz na obecności, modlitwie i zaufaniu Bogu.
Serce oddalone od Boga to serce zagubione
Obie historie, choć tak różne, prowadzą do wspólnego wniosku. Prawdziwa miłość potrzebuje bliskości – zarówno z drugim człowiekiem, jak i z Bogiem, który jest jej źródłem.
Możesz być najpiękniejszą kobietą lub najprzystojniejszym mężczyzną. Możesz mieć wiele talentów, osiągnięć i możliwości. Jeśli jednak Twoje serce oddali się od Boga, łatwo zagubić to, co w relacjach najważniejsze. Zamiast cierpliwości może pojawić się rozdrażnienie, zamiast rozmowy – krzyk, a zamiast troski o innych – skupienie wyłącznie na sobie.
Dotyczy to nie tylko małżeństw i rodzin, ale również wspólnot zakonnych, parafialnych i wszystkich relacji, które tworzymy. Nasze słowa, zachowania i codzienne wybory mogą pomagać innym wzrastać w wierze, ale mogą też stać się powodem ich zniechęcenia.
Pozostań blisko. Blisko Boga i blisko drugiego człowieka. Nawet wtedy, gdy nie jest to łatwe. Bo serce oddalone od źródła prawdziwej miłości bardzo szybko może stać się sercem zagubionym.
