Za nami pierwszy pełny dzień Misji Świętych – „Dzień stawania w Prawdzie”
Niedziela, 4 października, była pierwszym pełnym dniem naszych Misji Świętych. Dniem wyjątkowym, pełnym pytań, ale przede wszystkim zaproszeniem, by zamiast patrzeć na innych, spróbować zajrzeć w głąb samego siebie.
Misje prowadzą o. Grzegorz i o. Joachim ze Zgromadzenia Misjonarzy Świętej Rodziny, którzy na te kilka dni symbolicznie „przejęli władzę” w naszej parafii. W sobotę podczas Mszy Świętej o godz. 18.00 otrzymali od Księdza Proboszcza stuły oraz klucze do Kościoła – znak powierzenia im naszej wspólnoty na czas misyjnej drogi.
Niedzielna homilia zdecydowanie nie była monologiem. Ojciec Grzegorz zadawał pytania i… czekał na odpowiedzi „z ludu”. Pytania dotykały tego, co bardzo konkretne – naszego codziennego życia, emocji, relacji i tego, co nosimy we własnym wnętrzu. Padły mocne słowa o tym, że czasem tak bardzo przyzwyczajamy się do własnego wewnętrznego „smrodu”, że przestajemy go zauważać. Łatwiej zobaczyć słabości drugiego człowieka niż przyjrzeć się swoim.
Chcemy wszystkiego „tu i teraz”. Tracimy cierpliwość, gdy coś trwa zbyt długo, nie układa się po naszej myśli albo gdy drugi człowiek, o zgrozo, ma własne zdanie. Wystarczy chwila, by pojawiły się nerwy, ostre słowa i reakcje, których chwilę później możemy żałować. Przecież właśnie CIERPLIWOŚĆ może być jedną z najtrudniejszych lekcji naszego codziennego życia.
Dostaliśmy więc misyjne „zadanie domowe”. Nie dla współmałżonka, nie dla dzieci, nie dla sąsiada – dla siebie.
Każdy z nas powinien odpowiedzieć sobie na te pytania:
Czy jestem nerwowy?
Czy ciągle powtarzam, że nie mam czasu?
Czy słowa, które wypowiadam, są szczere i przemyślane, czy może rodzą się pod wpływem chwilowych emocji?
I wreszcie pytanie znacznie trudniejsze: Czy tu i teraz jestem szczęśliwy? Czy w ogóle chcę być szczęśliwy?
To właśnie jest stawanie w prawdzie. Nie o innych. O sobie.
Ilu z nas rzeczywiście podjęło tę rękawicę? Ilu odpowiedziało sobie szczerze – nie żona za męża, nie matka za dzieci, nie siostra za brata, ale każdy za siebie?
Misje dopiero się rozpoczynają. Już pierwszy dzień zostawił nas z tyloma pytaniami, więc może warto pozwolić, by kolejne dni poruszyły w nas jeszcze więcej?
Misje nie są po to, żeby przez kilka dni w roku częściej „być w kościele”. One są po to, by wrócić z niego będąc chociaż trochę innym człowiekiem.